Wywiady

Jesteśmy na kwarantannie i nie zamierzamy się z niej ruszać, czyli przekraczanie granicy oraz kwarantanna – jak wyglądają w praktyce? [WYWIAD]

Nasza redakcyjna koleżanka miała okazję porozmawiać ze swoim znajomym Rafałem Adamskim, który właśnie w tym trudnym czasie wracał do kraju z zagranicy. Opowiedział jej, jak obecnie wygląda sytuacja na granicach, w jaki sposób realizowane są procedury sanitarno-epidemiologiczne oraz jak wygląda kwarantanna. 

Żaneta Chmielewska, redakcja LPU: Gdzie przekraczaliście granicę? Otrzymaliście tam informację, aby zgłosić się do Sanepidu?

Rafał Adamski: Najpierw pojechaliśmy do przejścia w Świecku, tam był już korek ok. 30 km. Brakowało nam 10 km, żeby dojechać do korka i w tym czasie zamknęli granicę, więc pojechaliśmy do Jędrzychowic. Tam udało nam się wcisnąć w kolejkę, zaoszczędziliśmy ok 4 godzin stania. Przed granicą jeszcze na terenie Niemiec dostaliśmy kartki, na których musieliśmy wpisać swoje dane tj. imię i nazwisko, adres zamieszkania, PESEL, nr kontaktowy, adres e-mail oraz dane personalne i numer telefonu osoby, z którą mogliby się skontaktować w razie potrzeby. Trzeba było wpisać miejsce, skąd się jedzie i dokąd, wystarczyło, że z Francji do Polski, bez szczegółów, tylko kiedy wyjechaliśmy. Po polskiej stronie uzupełniliśmy wpis o zgodę na  poddanie się kwarantannie. I do godziny 12:00 mieliśmy zgłosić się do Sanepidu i podać, gdzie będziemy przebywać oraz kto będzie przebywał. Przy dopisku, że poddajemy się kwarantannie, trzeba było dopisać datę i się podpisać.

Ż.C.: Czy zgłoszenie do Sanepidu jest obowiązkowe?

R.A.: Nam kazali zgłosić się do Sanepidu. Za niezgłoszenie się jest kara 5000 zł, jeżeli ma się “życzliwych” sąsiadów, kiedy dzwoniliśmy, żeby się zgłosić to mówili, że takich nie brakuje. Ale dla bezpieczeństwa rodziny lepiej odczekać te 2 tygodnie w kwarantannie.

Ż.C.: A kiedy już przyjechaliście do Sanepidu, czy także zostaliście sprawdzeni? Jakie dostaliście zalecenia?

R.A.: Zgłaszaliśmy się telefonicznie. Wszystkie dane podawaliśmy przez telefon. Badań nam nikt nie robił. Po polskiej stronie granicy zmierzyli nam temperaturę i pytali o objawy. Kiedy zgłaszaliśmy się do Sanepidu, kazali nam codziennie informować o ewentualnych występujących objawach i codziennie SMS-em podawać temperaturę. Poinformowali nas też, że codziennie patrol policji będzie sprawdzał, czy rzeczywiście jesteśmy w miejscu kwarantanny.

Ż.C.: A jak z zakupami? Czy macie żywność ze sobą? Pozwolono wam pojechać do sklepu po zapasy?

R.A.: Zapasów trochę zostało nam z Francji z powodu krótszego pobytu spowodowanego zamknięciem budowy. Jeżeli będzie nam coś brakowało uzgodniliśmy, że znajomi będą robić zakupy i zostawiać w siatce na płocie, żeby nikogo nie narażać. Kwarantannę mamy na wsi w domu kolegi, nie kręci się tam zbyt dużo ludzi, aby kogoś zainfekować, gdyby się okazało że mamy wirusa.

Ż.C.: Jak radzicie sobie ze świadomością, że możecie być zarażeni?

R.A.: Oczywiście, zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego od razu po powrocie pojechaliśmy do miejsca kwarantanny i przez najbliższe dwa tygodnie nie zamierzamy się stamtąd ruszać. Na razie nie mamy żadnych objawów, ale każdy z nas jest przed 30-stką, więc możemy ich nie odczuwać.

Ż.C.: Dziękuję za rozmowę i dużo zdrowia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button