Ostatnie wpisy

Środowiska feministyczne obchodziły ostatnio rocznicę sukcesu, jakim był protest w obronie możliwości zabijania dzieci. Napawały się tym, jakie są odważne, bo pogoniły ciemnogrodzki motłoch i jak to udało się uratować zdobycz cywilizacji, jaką jest bezkarne zabijanie dziecka do 12 tygodnia życia.

Kiedyś prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej był Jimmy Carter (demokrata). Krążyły o nim przeróżne dowcipy – jeden z nich był taki, że nie potrafił jednocześnie iść i żuć gumy. Ot taki stopień percepcji. Jak sądzę były to dowcipy rozpowiadane przez republikanów, ale opinia przylgnęła. Ma to oczywiście jasną stronę, bo potwierdza zasadę, że Ameryka to kraj wielkich szans dla każdego, choć oczywiście wołałbym, żeby największym mocarstwem nie rządził półgłówek. Ale z drugiej strony, jak patrzę na niektórych władców państw, to nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czym sobie podpadli u Pana Boga, że ich tak pokarał.

Jestem magistrem administracji, a więc wykształconym urzędnikiem, ot biurokratą. Pewno wielu Czytelników pomyślało sobie, że lepiej się już przyznać do tego, że jest się wykwalifikowanym tancerzem na rurze w klubie go-go, bo to uczciwszy fach.

Łacińska maksyma mówi: „Is fecit, cui prodest” (ten uczynił, czyja korzyść). Teza prosta jak szyna

Chwilowo opadł kurz bitewny w sprawie reformy sądownictwa. To, co napiszę, będzie tekstem subiektywnym, bo obarczonym moim własnym doświadczeniem. KOD domaga się niezawisłych sądów, czyli takich, jakie były za czasów Platformy Obywatelskiej. Ja chciałbym zadać pytanie: czy one do tej pory takie niezawisłe i niezależne były?

Byłem chyba jedynym starostą, jakiego w 2010 roku publicznie chwalił Donald Tusk za sposób, w jaki koordynowałam akcję przeciwpowodziową (a przecież byliśmy i jesteśmy z innych opcji politycznych). Dla jasności – pochwały te były należne przedstawicielom wszystkich służb, jakie wtedy współdziałały: Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, Policji, Służbie Więziennej, całej armii urzędników i ludziom dobrej woli, bez pracy których nic by się nie udało.

Jestem fanem własności prywatnej i jest to prawdopodobnie cecha genetyczna przekazywana z dziada pradziada. Może chodzi o to, że moja rodzina ciężko pracowała na to, co miała i stąd przywiązanie do wszystkiego, co wypracowane i zdobyte w pocie czoła. To, co ja chcę zrobić z moją własnością – to moja sprawa.

Przyznam szczerze, że dyskusja nad tym, czy niedziele mają być wolne, czy nie, zaczyna przypominać powoli operę mydlaną. Zabierałem w tej kwestii głos już wielokrotnie, prowokując tym samym dyskusję. Muszę przyznać, że nie pojawiały się tam nigdy argumenty, które by mnie przekonały do handlu w niedziele. Jedyny, jaki do mnie dociera, to własne lenistwo i wygodnictwo.

Korzystając z dobroci i uprzejmości Ojca Redaktora, chciałbym załatwić sprawę półprywatną, zaspokoić czczą ciekawość, ale też zrobić coś pożytecznego zarówno dla ludzi, jak i sztuki. Sprawa jest następująca: mój serdeczny znajomy, trochę pisarz, trochę naukowiec i całkowity pasjonat wpadł na trop pewnej bardzo ciekawej historii.

Jestem człowiekiem, który ma kilka słabości. Z oczywistych powodów nie będę wszystkich obnażał w poniższym felietonie, ale do jednej się przyznam.  Otóż mam bardzo paskudną cechę, wręcz okropną: słucham tekstów piosenek.

ZOBACZ WSZYSTKIE
REKLAMA
Widget Image
Kategorie
Radio LPU