HomeFelietonyJak jej nie kochać ? Sławomir Kamiński

Jak jej nie kochać ? Sławomir Kamiński

Kiedyś prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej był Jimmy Carter (demokrata). Krążyły o nim przeróżne dowcipy – jeden z nich był taki, że nie potrafił jednocześnie iść i żuć gumy. Ot taki stopień percepcji. Jak sądzę były to dowcipy rozpowiadane przez republikanów, ale opinia przylgnęła. Ma to oczywiście jasną stronę, bo potwierdza zasadę, że Ameryka to kraj wielkich szans dla każdego, choć oczywiście wołałbym, żeby największym mocarstwem nie rządził półgłówek. Ale z drugiej strony, jak patrzę na niektórych władców państw, to nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czym sobie podpadli u Pana Boga, że ich tak pokarał.

Ci, którzy już czytali moje teksty – wiedzą, a tym, co nie czytali- oświadczam, że jestem zdecydowanie przedsoborowy, a Roman Dmowski był kumplem mojego pradziadka. A ponieważ jabłko nie padło daleko od jabłoni, co może być gorszego? Doprawdy nie wiem.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Jestem delegatem na Walne Zebranie Regionu NSZZ Solidarność. Na ostatnim o mały włos mnie coś nie trafiło. Opracowaliśmy, z przewodniczącym mojej komisji zakładowej, bardzo ważne stanowisko w sprawie obrony interesów nie tylko 3500 pracowników, ale i całego regionu i bardzo, ale to bardzo, nam zależało, żeby to stanowisko przeszło. Niepokoiłem się nie tym, czy przejdzie pod względem merytorycznym, ale bardzo zależało nam na czasie, bo chodziło, aby jeszcze tego dnia poszło w świat, bo następnego dnia mogło i było bardzo poważnym argumentem w negocjacjach. Stanowisko zawierało sprzeciw wobec planom niszczenia największego przedsiębiorstwa Lubelszczyzny, jakim są Zakłady Azotowe w Puławach. Bo taki by miało skutek wyprowadzenie z nich Pionu Handlowego i przekształcenie go w odrębną spółkę. Dla jasności dodam, że jest to pokłosie patologicznych działań koalicji PO i PSL oraz WSI- owej agentury wewnątrzzwiązkowej, która ją aktywnie wspierała. Dlatego do białości rozpaliło mnie, gdy dyskusja utknęła na akademickim sporze: czy orzeł w naszym państwowym godle powinien mieć zamkniętą koronę z krzyżem, czy nie oraz czy niedziele powinny być wolne, czy niewolne.

Proszę mi wybaczyć, ale o czym tu dyskutować?
Każdy katolik ma w tym obszarze zerowe pole manewru. Nie katolik ma szersze, czyli takie, jakie mu się podoba i może je mieć, a wręcz powinien je mieć, ot tak dla higieny intelektualnej. Jedno jest pewne: nie ma nad czym dyskutować. Skoro jest jakieś stanowisko w tej sprawie, to wobec faktu, że strona katolicka nie może się dać przekonać – głosujemy i jedziemy dalej. Podobnie jest z orłem w koronie. Katolik ma misyjny obowiązek propagowania krzyża.

Mało tego, dyskusja poszła w politykę i tu się dopiero zaczęło. Jedni są za, a inni przeciw, tym się podoba coś, a innym nie albo nie aż tak bardzo. Ja kocham Solidarność za wiele spraw, ale na pewno za to, że nie jesteśmy jak Jimmy Carter. Potrafimy zajmować się wieloma sprawami na raz i potrafimy łączyć wiele nurtów w sobie.

Moim zdaniem zawsze to stanowiło o naszej sile: dyskusja, spór ideologiczny, ale osadzony na wzajemnej tolerancji poglądów. Nie możemy się nienawidzić za to, co inny nasz kolega związkowiec myśli, czy mówi. Najważniejsze jest to, że możemy się spierać o wiele spraw, ale jak przychodzi co do czego, to postępujemy tak jak nakazywał Jan Paweł II w słowach skierowanych do nas w Gdańsku:

„Jeden drugiego brzemiona noście” — to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność — to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni — przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich.

Szanujemy się w różnorodności, czerpiemy z niej całymi garściami, cieszymy się z tego, że możemy przekomarzać się albo i ostro tarmosić. Ale jak przychodzi jakiś zły człowiek i chce skrzywdzić naszego brata ze związku zawodowego, to zgrabnie składamy dłoń w piąchę i walimy na odlew tak, że mózg odbija się od potylicy.

Reasumując: delegaci oczywiście jednogłośnie i bez dyskusji przyjęli stanowisko, za co jesteśmy z Panem Przewodniczącym i całą załogą Zakładów Azotowych Puławy ogromnie wdzięczni. Mało tego, koledzy otwarcie pytali, kiedy przyjechać z kosami. Tak więc wszystko skończyło się pozytywnie, ale ile mi zdrowia ubyło, to tylko ja wiem.

No powiedzcie sami jak tu nie kochać naszej Niezależnej Samorządnej Solidarności?

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Puławianin. Ukończył studia magisterskie na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL oraz studia podyplomowe „Zarządzanie zasobami ludzkimi” w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, a także „Prawo zamówień publicznych” w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2002 – 2006 był Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach, w latach 2006-2010 Starostą Powiatu Puławskiego, a w latach 2010 -2014 radnym Powiatu Puławskiego. Od 2014 roku jest Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach. Do marca 2017 był prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych TERAZ . Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec dwojga cudownych dzieci. www.slawomirkaminski.pl

Brak komentarzy

Napisz komentarz