HomeFelietonyWyrwać z korzeniami i wyciąć w pień

Wyrwać z korzeniami i wyciąć w pień

Jestem, byłem i będę fanem własności prywatnej. Jest to prawdopodobnie skaza genetyczna odziedziczona po antenatach, dla których posiadanie własnej ziemi było wyznacznikiem statusu społecznego. Pamiętam, że moi rodzice mieli piękny, duży sad i że sadzili las. Nie robili tego z miłości do natury, ale z życiowej zaradności.

 Chcieli mieć przetwory i chcieli mieć drzewo na budowę lub na handel. Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy posadzili tak dużo drzew i tak bardzo o nie dbali. Sam osobiście posadziłem kilkaset drzew i miałem taki obyczaj, że moi goście na pożegnanie dostawali w prezencie sadzonkę modrzewia lub sosny. Piszę o tym, żeby to, co napiszę zaraz, nie wprawiło Czytelnika w osłupienie. Otóż uważam, że prawo, które zakazuje wycinki drzew na prywatnych działkach, jest prawem skandalicznym. Kupuję sobie ziemię i właściwie jestem ubezwłasnowolniony, co do tego, co mogę z nią zrobić. To śmierdzi komuną na odległość. Moim zdaniem poza przypadkami drzew czy roślin objętych ochroną prawną (pomniki przyrody lub gatunki ginące) nie powinno być żadnych ograniczeń wycinki drzew czy zagospodarowania terenu. Podobne zdanie mam w stosunku do tego, co znajduje się pod ziemią, czyli zasobów naturalnych, jak również wszelakich artefaktów. To, co jest na moim gruncie od góry aż do jądra ziemi jest moje i takie powinno być prawo. Oczywiście dotyczy to też tego, co powstaje na tej ziemi – powinienem móc wybudować sobie co chcę, pod jednym warunkiem: że nie godzi to w prawa osób trzecich. Dlatego jeśli w centrum miasta chciałbym wybudować chlewnię, a nie potrafiłbym ograniczyć jej oddziaływania na sąsiadów, to powinno się to skończyć dla mnie koniecznością wypłaty takich odszkodowań, które sprawiłyby, że świński interes przestałby być opłacalny.
Chciałbym podać pewien przykład, jak szalone jest prawo ochrony środowiska w rękach szalonych urzędników. W mojej miejscowości jest zabytkowy mur, w którym umieszczone są zabytkowe tablice. Wzdłuż tego muru ktoś posadził lipy. Czemu lipy? Cholera wie, może miał pszczoły albo mu się zwyczajnie podobały, albo lubił Kochanowskiego. Fakt jest taki, że urosły jak dęby, przy okazji uszkadzając mur. No i powstał spór: co ważniejsze? Urzędnicy nie pozwalali wyciąć drzew, a inni nakazywali ratować mur. Moje zdanie w sporze było jednoznaczne – wyrwać z korzeniami stupięćdziesięcioletnie lipy. Argument był jeden: lipy odrosną za sto pięćdziesiąt lat, a mur nie odrośnie nawet za tysiąc. Czy żal byłoby mi tych lip? Oczywiście! Czy wolałbym ich nie wycinać? Tak. Ale czasem nie ma wyboru i koniec. Są więc sytuacje, gdy można wyciąć pomnik przyrody w imię wyższych celów, a cóż dopiero drzewa, które posadził mój ojciec kilkadziesiąt lat temu i przekazał mi je w spadku. Należy mi się to jak psu buda.
To, co opisałem, jest dla mnie oczywiste i powinno być oczywiste dla każdego zdrowo myślącego człowieka. Chciałbym jednak opisać przypadek, gdy ochrona drzew skutkuje wręcz zabijaniem ludzi i jest dowodem na aberrację ekoterrorystów. Mam na myśli prawo zakazujące wycinki drzew w korycie rzek.  Gdy słucham wynurzeń ekologów litujących się nad biednymi zwierzętami zasiedlającymi drzewa i chaszcze w tak zwanym międzywalu to dostaję apopleksji. Bo wiem, że gdyby w 2010 roku w korycie Wisły nie było drzew to fala powodziowa byłaby o 100 cm niższa, co oznacza, że nie byłoby żadnej powodzi. Trzeba pamiętać, że od tamtego czasu nikt niczego z tym drzewami nie robił, więc one rosną i zwiększają swoja objętość, a zatem ilość wody wystarczająca do spowodowania kolejnej powodzi będzie dużo mniejsza niż ta z 2010.
Jak pokazują powyższe przykłady, dbałość o przyrodę czy drzewostan powinna mieć granice oznaczone przez prawo własności i zdrowy rozsadek. Postawię śmiałą tezę, że wszelakie odstępstwa od tej zasady nie wychodzą na zdrowie ani ludziom, ani faunie, ani florze.

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Puławianin. Ukończył studia magisterskie na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL oraz studia podyplomowe „Zarządzanie zasobami ludzkimi” w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, a także „Prawo zamówień publicznych” w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2002 – 2006 był Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach, w latach 2006-2010 Starostą Powiatu Puławskiego, a w latach 2010 -2014 radnym Powiatu Puławskiego. Od 2014 roku jest Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach. Do marca 2017 był prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych TERAZ . Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec dwojga cudownych dzieci. www.slawomirkaminski.pl

Brak komentarzy

Napisz komentarz