HomeFelietonyPrawda nas zabije? Sławomir Kamiński

Prawda nas zabije? Sławomir Kamiński

Czy wolność słowa to możliwość mówienia wszystkiego? We współczesnym świecie większość ludzi postrzega te pojęcia jako synonimy, a przecież jest to kardynalny błąd.  Albert Camus mówił: „Być wolnym, to móc nie kłamać” i taka jest, moim zdaniem, najszersza definicja wolności słowa. W naszym świecie kłamstwo, niedomówienie, fałszywa aluzja, staje się jednym z najbardziej użytecznych narzędzi w walce nie tylko politycznej, ale również międzyludzkiej.
Dziś wolno powiedzieć wszystko
Dziś wolno powiedzieć wszystko i praktycznie nie ponosi się za to najmniejszej odpowiedzialności. Wolno nazwać osoby sprawujące najwyższe funkcje społeczne „złodziejami”, „kłamcami”, a gdyby chciały bronić swojego dobrego imienia lub godności urzędu, zostaną nazwane, w najlepszym przypadku, „bucami”, a najpewniej „mordercami wolności słowa”.
Jak to wygląda w praktyce?
A proszę bardzo: jakiś czas temu zostałem publicznie w ordynarnie kłamliwy sposób nazwany: osobą wielokrotnie skazaną przez sąd. Jako żywo nie przypominam siebie nawet jednej takiej sytuacji (a powinna mi chyba jakaś zapaść w pamięć). Poszedłem z tym do prawnika, bardzo sławnego i nietaniego. Facet stwierdził, że czeka mnie bardzo długi proces udowadniania, że nie jestem wielbłądem oraz że mój prześladowca działał w złej wierze, a nie np. powielił usłyszaną plotkę albo anonimowy wpis na portalu internetowym. No i na koniec pan mecenas udzielił mi porady: najlepsze, co mogę panu poradzić to powiedz pan, że to pedał i będziecie kwita. Czy na tym ma polegać wolność słowa: mówić, co ślina na język przyniesie i nie ponosić za to najmniejszych konsekwencji? Czy o to chodzi? Kolejny przykład pokazujący inny problem. Zadzwoniłem do pana redaktora z informacją o poważnym przekręcie: pewni ważni politycy oraz ich rodziny uwłaszczyły się na majątku skarbu państwa. Taka afera reprywatyzacyjna, ale na lokalną skalę. Towarzystwo „zajumało” nie kamienicę, ale „spółeczkę”. Pan redaktor bał się opisać sprawę, bo, jak twierdził, jest zatrudniony na zlecenie, a redakcja nie udziela swoim pracownikom wsparcia prawniczego przy ewentualnych pozwach.
Jak walczyć o wolność słowa i czystość w przekazie…?
Z powyższych powodów ważne jest postawienie pytania: Jak walczyć o wolność słowa i czystość w przekazie medialnym? Ostatnio pokazał to nowy prezydent USA. Na jednej ze swoich konferencji jasno i wprost powiedział, że nie będzie odpowiadał na pytania dziennikarzy jednej ze stacji, dlatego że rozpowszechniała na jego temat zmyślone informacje. Podobnie postąpiła nasza tenisistka, Agnieszka Radwańska: jasno powiedziała, że TVN ma u niej dożywotni zakaz na wywiady. Nie wiem jak długo pan prezydent wytrzyma w swoim postanowieniu, ale pani Agnieszce udaje się to nad wyraz dobrze.
Czy to prawda, że minister jest złodziejem i bije żonę?
Czy naszych polityków albo uczestników życia publicznego stać na to? Chyba jeszcze nie. Choć ja uważam, że tego typu zachowania wszystkim wychodzą na dobre, a może nawet bardziej mediom. Bo gdyby adwersarz pana Trumpa mógł powiedzieć tak: „Panie Prezydencie, to Pan jest kłamcą, a my mówiliśmy prawdę”, to po takim polityku, mówiąc kolokwialnie, byłoby już pozamiatane. Dziś niestety redaktor, który kłamie, publikując artykuły ze znakiem zapytania w stylu: Czy to prawda, że minister jest złodziejem i bije żonę? – zamiast skończyć na zawodowym śmietniku, staje się ikoną opozycji, męczennikiem walki  o wolności słowa i jest stawiany za wzór niepokornego dziennikarza.
Prawda jednych wyzwoli, a innych zabije. 
Moim skromnym zdaniem wolność słowa powinna iść pod rękę z odpowiedzialnością za słowa. I paradoksalnie można napisać, że im więcej odpowiedzialności, czyli de facto ograniczeń w postaci sankcji za kłamstwo, tym wiejącej wolności, czyli prawdy. A jak mówi mądra księga: „Prawda was wyzwoli”. Choć dla uczciwości muszę zacytować powiedzenie jednego z moich z znajomych, który twierdził, że jednych wyzwoli, a innych zabije.

Artykuł ukazał się w „Czasie Solidarności”

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Puławianin. Ukończył studia magisterskie na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL oraz studia podyplomowe „Zarządzanie zasobami ludzkimi” w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, a także „Prawo zamówień publicznych” w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2002 – 2006 był Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach, w latach 2006-2010 Starostą Powiatu Puławskiego, a w latach 2010 -2014 radnym Powiatu Puławskiego. Od 2014 roku jest Przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach. Do marca 2017 był prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych TERAZ . Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec dwojga cudownych dzieci. www.slawomirkaminski.pl

Komentarzy
  • Raczej coś bardzo mocno się zmienia w naszych czasach i jeszcze sobie z tym wszystkim nie radzimy.

    Kiedyś monopol na wiadomości miały media – teraz działa to zupełnie inaczej. Nie lepiej, nie gorzej. Zupełnie inaczej. I świat dopiero to opanowuje. Jesteśmy jak 2 latek wkładający sobie nową zabawkę do nosa…

    Bzdury, wirale się rozlewają. Potem są prostowane. Sprostowania też się rozlewają. Gubimy się w chaosie prawdy i fałszu. Marek Aureliusz podobno powiedział, że „Wszystko co słyszymy jest opinią a nie faktem. Wszystko co widzimy jest perspektywą a nie prawdą”. I zdaje się nadeszły czasy kiedy bardzo, bardzo wyraźnie to widać.

    Długofalowo nauczymy się z tego korzystać. Może wykształcą się nowe instytucje. Może zaczniemy kontrolować prawdę i fałsz w jakiś sposób. Zawsze z takiego bałaganu jest 9 kroków wstecz, ale potem 11 w przód.

    W ostatnich dniach wypuścił bardzo ważne memo na ten temat niejaki Mark Zuckenberg. I mądrze pisze. Świat już nigdy nie będzie taki sam. Możliwość dzielenia się informacjami, możliwość komunikacji uczyniła nas wszystkich wirtualnie bardzo bliskimi sobie. Może nie mogę podać ręki mojemu bratu który od lat mieszka w Londynie, ale w każdej chwili mogę wyciągnąć telefon i z nim porozmawiać. W każdej sekundzie.

    Z setkami znajomych o których jeszcze 30 lat temu bym już nie pamiętał też. Dzisiaj wiem co robią setki ludzi z którymi osobisty kontakt przepadł mi lata temu. Czasem nawet nie wiem jak wyglądają. Ale wiem, że mógłbym z nimi w każdej chwili usiąść i pogadać.

    Oni gdzieś widzą mnie. Ja gdzieś widzę ich. Mijamy się na cyfrowej ulicy…

    2017-03-03

Napisz komentarz