HomeAfter WorkAfter Work #3: Modelarstwo – nie tylko dla dorosłych…

After Work #3: Modelarstwo – nie tylko dla dorosłych…

Kolejny, już 3-ci artykuł z serii „Po Pracy” przygotował dla Was Piotr Rodzoch. Tym razem chcemy Was zachęcić do sklejania, malowania a nawet kolekcjonowania figurek czy modeli z plastiku. Nie jest to zabawa tylko dla dzieci. Ba! Nawet bardziej dla dorosłych niż 3 latków 😉 Zapraszam do lektury / Mariusz Grzechnik

Moim znajomym modelarstwo kojarzy się z nieżyciowymi facetami z brzuszkiem po 30tce nadal mieszkającymi z rodzicami, którzy nie mają dziewczyny i ambitnych planów na życie. Prawda jest zgoła odmienna… Wielkimi krokami zbliżam się do wieku chrystusowego, udało mi się znaleźć żonę, „zasadzić” drzewo i wspólnie mieszkać we własnym mieszkaniu a od jakiegoś czasu modelarstwo pochłonęło mnie totalnie…Będąc dzieckiem sklejałem z ojcem różne modele od samolotów po różne pojazdy. Mieliśmy chyba nawet prenumeratę gazetki Mały Modelarz, która posiadała tekturowe szablony do sklejania. Mój kolega z podwórka miał pokaźną kolekcję, którą po tym jak zorientowaliśmy się, że petardy można kupić nie tylko przed Sylwestrem 😉 w okolicznym kiosku, skutecznie wysadzaliśmy model po modelu symulując różne bitwy i kraksy z samolotami i czołgami – do czasu aż jego ojciec się zorientował i cała kolekcja (która jeszcze się zachowała 😉 ) trafiła pod klucz. I to by było tyle mojej dziecięcej przygody z modelarstwem.

Przez czas jaki prowadzimy sklep z grami planszowymi przerobiliśmy na prawdę masę tytułów gdzie były przeróżne elementy od zwykłych drewnianych „mepli” po wykwintne odlewane figurki z plastiku czy żywicy. Nie jeden samochód mógłbym kupić za moją kolekcję modeli do gry X-Wing jednak te w zestawie są już sklejone i pomalowane. Pewnego dnia jednak pojawiła się pewna kampania na serwisie Wspieram.to, nad którą postanowiliśmy objąć mecenat. Dajemy szansę wielu projektom z tej platformy i tak było z grą TANKS. Jak się okazało w zestawie startowym poza zasadami, kompletem kości i znaczników, grubymi kaflami terenu (imitującymi makiety modelarskie) otrzymaliśmy także masę plastikowych elementów chaotycznie przytwierdzonych do plastikowej ramki z wtryskarki. Było już jasne, że zanim zagramy będzie trzeba to wszystko poskładać i posklejać. Gdy wszystkie elementy zostały wycięte, opiłowane, złożone i sklejone nie dało się jeszcze czuć tego klimatu, ponieważ modele wyglądały najzwyczajniej w świecie, słabo, przeciętnie. No i zaczęło się. 5 farbek, podkład, pigment i zestaw najtańszych pędzelków z marketu.

Może nie jest to malowanie najwyższych lotów ale zdecydowanie zmienia klimat rozgrywki, ponieważ nie są to już plastikowe, bure modele a prawdziwe miniatury czołgów.

Upiększenie każdego z tych modeli kosztowało ok godziny czasu. Jak łatwo się dopatrzeć użyłem farb w odcieniach zieleni, żółtej i bordowej. Aby czołg wydawał się bardziej realny można pokusić się o jego „ubrudzenie” co można zrobić na dwa sposoby. Pierwszy to posypanie wybranego fragmentu modeli pyłkiem pigmentu tak jak zrobiłem w przypadku wylotów wydechowych z czołgów otrzymując tym samym efekt spalin i sadzy. Największą zagłostkę miałem jednak w tym jak ozdobić gąsienice aby wyglądały jakby faktycznie były używane. Z pomocą przyszła mi firma Citadel i jej farby efektowe czy też teksturowe. Dzięki farbie Armageddon Dust otrzymałem efekt błota i piachu wbitego w poszczególne elementy gąsienic i kół czołgów. Jednak czołgi to był dopiero przedsmak tego co nas czekało …

W nasze ręce wpadły zestawy malarskie firmy Games Workshop. Po jednym z Age of Sigmar i Warhammer 40000. Dopiero po przygodzie z tymi modelami i zestawami wsiąkłem w modelarstwo totalnie. Ale po kolei…

Największą zaletą startowych paint setów jest przede wszystkim ich cena oraz zawartość – poza figurką otrzymujemy zestaw farb i pędzel + instrukcję jak to wszystko złożyć i pomalować. Biorąc pod uwagę koszty gdyby rozbić zawartość pudełka na sztuki nie jedna osoba złapałaby się za głowę dlatego warto! Na prawdę.

W dalszej części wpisu opiszę krok po kroku jak należy postępować aby efekt finalny był zadowalający. Dodam tylko, że w kwestii malowania figurek uważam się za totalnego amatora jednak bardzo to lubię i staram się być dokładny. O cechach modelarza jeszcze będzie 😉

W pierwszej kolejności należy wszystko „wydziabać” z formy. Można robić to dowolnym narzędziem – obcinaczem do paznokci czy cążkami z marketu budowlanego, jednak szybko przekonałem się, że ostrza firmy Citadel będą w tym przypadku bezkonkurencyjne. I nie piszę tego dlatego, że polubiłem tą markę. Narzędzia Citadel to po prostu światowa czołówka jeżeli chodzi o jakość.

Gdy wszystkie kończyny 😉 naszych wojowników są wycięte należy je poukładać tak aby nie pomylić elementów ze sobą. Niby drobne różnice ale w finalnym rozrachunku potrafią negatywnie odbić się efekcie końcowym – sam się o tym przekonałem i wielce rozczarowałem 😉

Każdy wycięty element mimo precyzji należy oskrobać z fragmentów wtryskarki i miejsca po cięciu. Dzięki temu mamy pewność, że pomalowany element będzie schludny i pozbawiony jakichkolwiek mankamentów.

Po doprowadzeniu małego żołnierza do perfekcji możemy go skleić aby przystąpić do najważniejszego etapu czyli malowania. Klej Citadel ma tą zaletę, że nie skleja elementów jak „szuperglu” w ciągu 3 sekund na amen. Tu wymagana jest odrobina cierpliwości. Złączone elementy należy chwilę przytrzymać 30-60 sekund. Klej powinien już skutecznie złączyć elementy jednak nadal jest na tyle plastyczny, że możemy korygować położenie elementów. Dlatego zdecydowanie odradzam przy takiej zabawie klejów ekspresowych.

Kolejnym etapem jest nałożenie podkładu. Możemy zrobić to na dwa sposoby – ręcznie pędzelkiem lub korzystając z bardzo praktycznych podkładów w sprayu. Warto przykleić modele np taśmą dwustronną, która trzyma wystarczająco mocno aby wylatująca pod ciśnieniem farba nie zdmuchnęła figurek ale na tyle słabo aby móc je potem odczepić bez większych problemów.

Po co malować figurki podkładem? Po pierwsze podkład ukryje wiele niedoskonałości, zarysowanie na figurce czy ślady po nieudolnym odcięciu elementów. Po drugie podkład to specjalny rodzaj farby, który daje nam pewność, że kolejna warstwa farby nie spłynie nam z modelu. Pomalowałem w życiu jedną figurę bez podkładu i od tamtej pory nie popełniam tego błędu 😉 Dlatego warto zaopatrzyć się w taki spray (biały lub czarny – w zależności od potrzeb) który śmiało starczy na kilkadziesiąt a nawet ponad 100 figurek jeżeli używamy rozważnie.

Kolejnym ważnym krokiem jest nałożenie farby bazowej czyli, takiej której na modelu finalnie będzie najwięcej. To na tej warstwie będziemy nakładać detale i kolejne elementy malowania. TYLKO DLA CHĘTNYCH – polecam test pomalować 2 figurki. Jedną z podkładem i na to farbę bazową a drugą bez podkładu 😉 po tym sami przekonacie się, że nie warto.

Jeżeli malujesz kilka figurek w tym samym klimacie warto od razu pomalować wszystkie dzięki temu gdy kończysz ostatnią, na pierwszej farba już wyschła i jest gotowa do nałożenia kolejnej warstwy. W przypadku ze zdjęcia nakładam na zbroję Space Marinsa moją absolutnie ulubioną farbę Citadel Balthasar Gold. Drugi kolor który jest również rewelacyjny to Retributor Armour. Oba te kolory to czyste, płynne złoto! 🙂 I to nie żart ani przerost formy nad treścią. Pierwsze pociągnięcie pędzla na figurce wywołało u mnie ogromne zdziwienie oraz zachwyt. Mam nadzieję, że przekonacie się wkrótce sami 😉

 

Jak widzicie na załączonych obrazkach prawie całe figurki pomalowałem na niebiesko za wyjątkiem broni. Karabiny będą docelowo czarne (ze srebrnymi detalami) więc nie ma potrzeby malować je na niebiesko. Oddział trzech Space Marinsów pomalowałem zgodnie z instrukcją na pudełku. Finalnie wyszło to tak:

1. Całość pomalowałem podkładem na czarno.

2. Znaczną większość figurki pomalowałem na niebiesko jako główny kolor.

3. Złote detale nałożyłem na ranty naramienników zbroi a także na herby na klatach żołnierzy i „czaszki” na ich odrzutowych plecakach.

4. Srebrnej farby użyłem do wykończenia elementów broni oraz „akcesoriów” jak granaty, noże etc.

5. Całość wykończyłem farbami typu shade w odcieniu błękitnym oraz złotym.

6. Wisienką na torcie jest podstawka na której stoi figurka. Każdą z nich pomalowałem farbą Agrellan Earth, która pęka w trakcie wysychania. Dla spotęgowania efektu pierwszą warstwę na podstawce nałożyłem w jaśniejszym kolorze dzięki czemu przebijała się ona przez pęknięcia.

Wszystkie farby dołączone są do zestawu więc tak jak już wspominałem otrzymujemy kompletny niezbędnik małego modelarza, który będzie idealnym prezentem 😉

 

Korzystając z tego zestawu farb + kilku innych 😉 udało mi się złożyć i pomalować kilka innych figurek…

I kilka innych, których nie zdążyłem jeszcze sfotografować.

Po ogromnej przerwie taka zabawa sprawiła mi ogromną frajdę. Poza tym praca z figurką czy modelem jest czasem tylko dla mnie. Skupiam się na tym zadaniu, relaksuję, odpoczywam a przy okazji mam satysfakcję, że zrobiłem coś fajnego. Dlatego polecam KAŻDEMU zabawę w modelarstwo. Kupując, składając i malując figurki nie trzeba wcale grać w gry do których przeznaczone są modele. Jest to hobby również kolekcjonerskie, a precyzyjnie pomalowane figurki potrafią niejednokrotnie zwrócić się ze sporą nawiązką.

Pozdrawiam

PR.

Jesteś zainteresowany/zainteresowana zakupem figurek, farbek, narzędzi?

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Grafik komputerowy, operator kamery i wszystkich możliwych urządzeń elektronicznych. Ojciec i matka w jednym – projektu graficznego Grupy LPU; na co dzień właściciel agencji reklamowej: MULTIMEDIA. Przedsiębiorca, miłośnik zdrowego rozsądku w przepisach prawa.

Brak komentarzy

Napisz komentarz