HomePrawy do LewegoMurzynek Bambo w Afryce mieszka… o edukacji. Prawy do Lewego.

Murzynek Bambo w Afryce mieszka… o edukacji. Prawy do Lewego.

 


kaminskiJedyna rzecz, za którą cenię nieboszczkę komunę – to darmowa edukacja. Sławomir Kamiński.

Panie Lewy, skoro jest już taka formuła, że się mamy zadziwiać, to przyznam się, że jest być może jedna, jedyna rzecz, za którą cenię nieboszczkę komunę – jest nią darmowa edukacja. To jest coś, czego komunie nie można zapomnieć. Żeby jednak nie było tak słodko, to jestem za całkowicie bezpłatną edukacją na każdym poziomie, jest tylko jeden warunek – nie może być ona obowiązkowa. Gdy widzę te całe tabuny nieszczęśliwych dzieci i rodziców objętych obowiązkiem szkolnym, to serce mi się kraje – powinno się dać tym ludziom szansę bycia analfabetami. Nie wolno nikomu niszczyć życia zmuszaniem go do tracenia cennego czasu w szkole. Zwolnienie takich ludzi z tego niechcianego przez nich obowiązku wszystkim wyszłoby na dobre: nauczycielom, rodzicom, a przede wszystkim dzieciom chcącym się uczyć.
Oczywiście, każdy powinien mieć szansę na opamiętanie i jeśli wpadnie na słuszny pomysł, by w wieku lat trzydziestu skończyć podstawówkę, to powinien mieć taką możliwość (warto tylko zapewnić mu odpowiedniej wielkości ławeczkę, żeby nie czuł się całkiem nieswojo w klasie z siedmiolatkami). Taka szansa uzupełnienia edukacji powinna być na każdym jej szczeblu i w każdym wieku (oczywiście, warto dookreślić, że darmowe są tylko pierwsze trzy próby).
W polskiej szkole problemem największym jest moim zdaniem nie system edukacyjny, czyli to, czy są, czy nie ma gimnazjów, ale takie podejście, jakie reprezentuje szanowny Lewy: sprawdzanie wiedzy jest niepotrzebne i stresujące. Moim zdaniem dzieci po każdym etapie edukacji, a jeszcze lepiej – po każdym roku edukacji powinny być poddawane sprawdzianom, które w obiektywny sposób zweryfikują progres danego dziecka. Wiedza taka powinna być wykorzystywana zarówno przez rodziców, jak i nauczycieli do tego, by odpowiednio kierować rozwojem dziecka. Życie w dzisiejszym świecie to nie bajka, to ciągłe weryfikowanie umiejętności – warto nauczyć się tego w szkole.
Gdy nasze pociechy rozpoczynały każdy kolejny etap edukacji wspólnie z żoną  prosiliśmy nauczycieli, żeby wymagali od nich dużo więcej niż od innych, a w przypadku okazywania braku szacunku dla pracowników oświatowych każdego szczebla o natychmiastową informację – z tego, co wiem, taka postawa nie jest czymś powszechnym.

 

nita_zbigniewMurzynek Bambo… Zbigniew J. Nita

 …uczy się pilnie przez całe ranki, ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki. Czyli odwrotnie niż u nas. W szkole nauka jest na szarym końcu. Ważniejsze są papiery, przepisy, rozporządzenia, apele, rocznice, rekolekcje i wakacje. A najważniejsza jest REFORMA. Kolejna zresztą. Szkoła więc nie uczy i nie wymaga wiedzy bo nie ma na to czasu. Wychowaniem zaś zajmą się niedługo emerytowani wojskowi na lekcjach Przysposobienia Obronnego (sorry–wojskowego), którzy wspomogą katechetów już faktycznie rządzących  oświatą. A teraz, mam nadzieję, zaskoczę Prawego.

          Mimo, że nie pałam uczuciem do minister Zalewskiej, bardziej niż szumne reformy wolę ewolucyjne zmiany, to dziwnym trafem bliżej mi do systemu bez gimnazjów. Nie oznacza to, że nagle podlizuję się dzisiejszej władzy. Może wynika to z tego, ze sam uczyłem się 8 lat w podstawówce, 4. w ogólniaku i 5. na studiach. Nie było wtedy egzaminów przed-i-pogimnazjalnych, próbnych matur, licencjatów i innych reformowanych wynalazków. Czytać, pisać i jako tako posługiwać się tabliczką mnożenia umiem. Wiem też kiedy była bitwa pod Cedynią i pod Lenino, rozróżniam Kraszewskiego od Krasickiego oraz Grenlandię od Grenady. Nie pamiętam co to są całki, cosinusy i tangensy, ale nigdy w życiu nie było mi to potrzebne. Z chemią i biologią mam kontakt praktyczny przy robieniu nalewek, a obsługi komputera nauczyłem się sam. W przeciwieństwie do wielu dzisiejszych gimnazjalistów, abiturientów czy nawet studentów nadal się uczę tego co lubię lub muszę i dobrze mi z tym.
Do dzisiejszej organizacji i realizacji zadań, planów, wytycznych (itp.itd.) oświatowych mam krytyczny stosunek. Pewnie dlatego, że w domu jest przedstawiciel tego chorego systemu, który często poddaje próbom mój stan odpornościowy. Niestety, jestem pesymistą. Jest źle i wcale nie będzie lepiej. Ani po tej reformie, ani po następnej. Polski chaos jest wieczny. Chyba, że Prawy i jego koledzy coś wymyślą zanim Bambo skończy Oksford.

foto: Amy W.’s Scrap-A-Lot

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Prawy do Lewego to cotygodniowe "spotkanie" dwóch felietonistów Sławomira Kamińskiego i Zbigniewa Nity, autorów pozostających na różnych biegunach poglądów politycznych. Cykl Prawy do Lewego mamy nadzieję pobudzi naszych Czytelników do analizy różnych postaw i spojrzeń w poruszanych w portalu LPU24.pl, a już niebawem na antenie www.lpuradio.pl, tematach zarówno tych lokalnych, regionalnych jak i ogólnopolskich. Dla każdej tezy stawianej przez Prawego jest kontra przygotowana przez Lewego. Felietoniści PdL ustalili zasadę wymiany tekstów przed publikacją. W wyniku tego internetowego eksperymentu jesteście Państwo - nasi Czytelnicy świadkami powstania miejsca - platformy (cokolwiek by to nie oznaczało ;)) wymiany zdań i myśli. Zapraszamy do lektury w każdy piątek od rana. Prosimy także o wyrażanie swoich opinii.

Brak komentarzy

Napisz komentarz