HomeWasze LPUTuczone świnie fiołkami nie pachną… – mieszkańcy Borysowa i Bałtowa protestują.

Tuczone świnie fiołkami nie pachną… – mieszkańcy Borysowa i Bałtowa protestują.

„Jako mieszkańcy, właściciele gospodarstw, domów, gruntów wnosimy o utrzymanie na terenie Borysowa oraz Bałtowa zakazu lokalizowania obiektów uciążliwych bądź mogących pogorszyć stan środowiska – w tym przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko. Prosimy o odrzucenie wniosku o zmianę studium dot. działki 471 w Borysowie.”  Tak zaczyna się oficjalny wniosek do Rady Gminy w Żyrzynie o odrzucenie próby zmian w Studium ZP w Gminie Żyrzyn.

Zdaliśmy sobie sprawę z czym mamy do czynienia….

Mieszkańcy Borysowa, wsi oddalonej od Puław o ok. 10 km  ma się czym martwić. Oto na ostatnim posiedzeniu Rady Gminy Żyrzyn przyjęto wniosek Inwestora o zmianę w Studium ZP. Inwestor deklaruje przeznaczenie tej działki pod chlewnię o obsadzie 2000 tuczników, co oznacza wyłączenie działki z obszaru, na którym nie dopuszcza się prowadzenia hodowli przemysłowych bądź innych inwestycji, które mogłyby wpłynąć na pogorszenie stanu środowiska. Sprawy nabierają tempa, inicjatorzy protestu są zdeterminowani. Protestujący wyjaśniają mieszkańcom jakie konsekwencje miałoby tzw. „odpuszczenie tematu”, choć większość ludzi jest doskonale świadoma jak żyje się w otoczeniu tego typu hodowli. Odbywają się prezentacje, gdzie mieszkańcy Borysowa jak i sąsiadującego Bałtowa mogą zapoznać się konsekwencjami ulokowania na „ich terenie” przemysłowej hodowli świń, bo taki jest plan inwestora. – Jesteśmy świadomi, że nie wszystkie miejscowości w Gminie martwią się naszym problemem, ale trzeba o tym mówić, bo to może dotknąć każdego mieszkańca naszej Gminy jeśli komukolwiek przyjdzie do głowy pomysł sytuowania wielkiej chlewni we wsi.

Mieszkamy na wsi i wiemy z czym to się wiąże…

Naprawdę nie mamy nic przeciw hodowli krów, świń i innego inwentarza. Wiemy gdzie mieszkamy, szanujemy rolników i podziwiamy ich ciężką pracę, ale wszystko w rozsądnych ilościach mówi Pan Grzegorz inicjator sprzeciwu. Doskonale rozumiemy, że wiejskie zapachy to nie tylko piękne zapachy traw, kwiatów i ziół ale również mniej subtelne aromaty z obór – dodaje. Takie prawo wsi. Chlewnia na 2000 tuczników to już jest inna historia i nie widzimy żadnego uzasadnienia by nazywać ją „wsią”. Tym bardziej, że podawana ilość zwierząt to dopiero początek inwestycji której rozbudowę zatrzymać będzie trudno… Wiemy, że od negatywnego wpływu takiego dużego obiektu nie będziemy mogli się uchronić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli zmiany nastąpią to bardzo trudno będzie coś z tym zrobić. Prawo dotyczące ochrony środowiska w Polsce jest bardzo słabe a przepisów pozwalających na kontrolę odorów (tzw. ustawy odorowej) – po prostu nie ma – i szybko nie będzie . Ludzie muszą wiedzieć, że jeśli dopuścimy do tej inwestycji to wkrótce ich marzenie spokojnym życiu na bogatej przyrodniczo wsi zamieni się w marzenie o małym M2 w mieście. W fetorze odchodów tysięcy zwierząt, regularnego rozlewania gnojowicy, smrodzie sięgającym na kilka kilometrów od obiektu – nie da się funkcjonować. Spokojne życie w pobliżu rezerwatu Piskory, w jednej z najbardziej zalesionych gmin w Polsce – zamieni się w koszmar. Techniczne możliwości eliminowania smrodu są bardzo słabe – wszelkiego rodzaju filtry czy preparaty potrafią tylko nieznacznie zmniejszyć uciążliwość.

Wieś się wyludni a nieruchomości mogą stać się niesprzedawalne.

Trzeba brać pod uwagę, że w sytuacji kiedy taki obiekt powstanie w naszej miejscowości trzeba będzie się stąd wyprowadzić. Proszę mi odpowiedzieć dlaczego moje ciężko zapracowane pieniądze jedną decyzją maja zostać zmarnowane – pyta Pan Grzegorz. Wybrałem chronioną, bezpieczną lokalizację – wybierając walory przyrodnicze i komunikacyjne tej miejscowości – a teraz zasady są zmieniane dla jednego Inwestora. Tu oczywiście nie chodzi tylko o Pana Grzegorza, ale także o dziesiątki jeśli nie setki innych rodzin, które oszczędności życia zainwestowały w Borysowie czy Bałtowie. Według mnie to nie fair. Rozmawiając z ludźmi chcemy im uświadomić, że ta inwestycja prędzej czy później doprowadzi do wyludnienia miejscowości, które po latach oddziaływania Zakładów Azotowych właśnie odzyskały swoją świetność. Chciałby Pan mieszkać w domu w którym po prostu nie można otworzyć okna? Znać kierunek wiatru jeszcze zanim podniesie się Pan z łóżka? – pyta retorycznie Pan Grzegorz. Czasami inwestycje powodują rozwój miejscowości, ale tego typu Inwestycja przynosi korzyść wyłącznie Inwestorowi. Przykłady w Polsce można mnożyć. Nie musimy daleko szukać całkiem niedawno powstał spór w Gminie Końskowola, który zakończył się referendum, może nie jest identyczny ale uciążliwości dla mieszkańców dotyczy.

Boimy się tzw. świńskiej sztuczki.

Grupa inicjatywna założyła stronę internetową gdzie informują na bieżąco co w sprawie akcji protestacyjnej się dzieje. Możemy tam przeczytać m.in, że są firmy lobbignowe wyspecjalizowane  w… oszukiwaniu ludzi w trakcie załatwiania formalności przy takiej Inwestycji. Działają tak by uzyskać społeczną zgodę – a na koniec zrobić swoje – stawiając ludzi przed faktem dokonanym – gdy budynek stoi są, świnie w środku wtedy nie ma odwrotu. Inicjatorzy protestu ostrzegają  mieszkańców, że Inwestor może wkrótce oświadczyć… że wcale nie buduje chlewni.  Żadnych świń!  Nic takiego!  On buduje garaże, magazyny, zbiorniki, hale. Oczywiście ludzie często się nabierają, przymykają oko na taką budowę. Przecież jak magazyn będzie szkodził? Po kilku miesiącach gdy hale, zbiorniki będą już gotowe, Inwestor składa wniosek o…. zmianę przeznaczenia ! Pod chlewnię ! I w ciągu kilku dni gotowe już budynki stają się wielką przemysłową chlewnią. I jak czytamy dalej… można śmiać się ludziom w twarz. W przypadku Borysowa Inwestor już oświadczył podczas jednego ze spotkań, że zamierza rozbudować istniejący obiekt by ten mógł pomieścić co najmniej 2000 tuczników.

Chcemy rozmawiać z radnymi…

To sprawa priorytetowa, będziemy próbowali dotrzeć do wszystkich radnych Gminy Żyrzyn, bo to oni ostatecznie podniosą rękę za lub przeciw. Dla nich także przygotowaliśmy prezentację. Mamy nadzieje, że zachowają się tak jak oczekują tego ich wyborcy, bo to w końcu my obdarzyliśmy ich mandatami radnych. Mamy także nadzieje, że nie będzie żadnych prób nacisku. W dyskusji pojawiają się argumenty, że taki obiekt to miejsca pracy. Owszem dwa może cztery mówi Pan Grzegorz – dzisiaj nowoczesne chlewnie tak naprawdę potrzebują tylko dozorców, bo są zautomatyzowane. Ten argument się nie obroni. Boimy się także innej sytuacji dzisiaj inwestor jest stąd, ale co się stanie jeśli chlewnia zostanie sprzedana wielkiej, bezdusznej korporacji? Z kim będziemy mogli jako sąsiedzi porozmawiać o dręczących nas problemach ? Z rzecznikiem prasowym takiej firmy !? Nikt nas nie wysłucha w sprawie, że np. odór jest nie do wytrzymania czy, że wylewana na pola gnojowica zanieczyszcza nasze nieruchomości. Gdy teraz na to pozwolimy, prawo nas później nie obroni, bo po prostu go nie ma. Nie chcemy tego. – mówi Pan Grzegorz – stąd nasze zainteresowanie tą sprawą. Naszym żądaniem jest utrzymanie obecnych zakazów lokalizowania tego typu inwestycji. Jeśli prawo w Polsce się zmieni i umożliwi ich kontrolę – bardzo możliwe, że nasze stanowisko ulegnie zmianie. Obecnie obiekty tego typu są praktycznie poza kontrolą. Na skargi mieszkańców władze będą mogły rozłożyć tylko ręce. Umożliwiając taką budowę – otwieramy puszkę Pandory. Nie wiemy jak duży obiekt tam powstanie, nie wiemy kto będzie go eksploatował, nie będziemy mogli w żaden sposób na niego wpłynąć. To olbrzymi brak w polskich przepisach i nic nie zapowiada by się to poprawiło.

Setki podpisów…i akcje sabotażowe

Grupa inicjatywa zdążyła już poinformować większość mieszkańców o prowadzonym proteście i zbiórce podpisów pod wnioskiem. Nie wszystkim to się jednak podoba. Nikogo nie atakujemy po prostu informujemy, że np. organizujemy spotkanie z mieszkańcami. Notorycznie zrywane są plakaty. Mogę tylko domyślać się,  że te działania prowadzą zwolennicy tuczarni, ale nie poddajemy się dodaje Pan Grzegorz.  Mamy spore sukcesy, podpisy liczymy już w setkach a to oznacza, że skutecznie docieramy do naszych sąsiadów. Powiem tylko tyle – nie spoczniemy dopóki radni nie wycofają się z procedowania zmian w Studium ZP. W końcu także gramy o własne życie a tutaj przelewek już nie ma. Jesteśmy optymistami i mamy nadzieję,  że zdrowy rozsądek będzie górą i mieszkańcy zdecydują o tym, żeby Borysów i Bałtów pozostały czyste jak dotychczas, a w miejscu gdzie ma być ferma niech wciąż żywią się czaple i żurawie.

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł
Brak komentarzy

Napisz komentarz