HomePrawy do LewegoLipiec morderców. Prawy do Lewego.

Lipiec morderców. Prawy do Lewego.

 

kaminski_slawomirChoć piszę prawdę, ministrem nie zostanę. Sławomir Kamiński

Czas temu jakiś podjąłem jak najbardziej świadomą decyzję, że nie zrobię kariery politycznej. A właściwie podjęto ją za mnie. Chodzi o pewne błędy w moim wychowaniu. Ja zwyczajnie nie potrafię nazywać spraw innymi niż są. Politycy sukcesu muszą posiadać taką umiejętność. Jedni nazywają to poprawnością polityczną, inni unikaniem nazywania rzeczy po imieniu.
Prawda jest taka, że jako kraj nie mamy łatwej historii, ani nie jesteśmy łatwym narodem. Byliśmy poddawani wielu próbom. Z jednych wyszliśmy lepiej, z innych słabo. Jak się jednak wydaje, gdyby to wszystko zebrać do kupy, to bilans mamy sporo lepszy od pozostałych krajów Europy i świata. Dowodem na to jest ilość Chasid Umot ha-Olam  wśród Polaków.  Dlatego jestem dumny z tego, że jestem Polakiem.
Z Jedwabnem jest tak, że najpierw weszli tam Ruscy i razem z Żydami przeprowadzili czystki wśród Polaków, później weszli Niemcy i zrobili czystki wśród Żydów, a Polacy mający w pamięci to, co robili wcześniej Żydzi, specjalnie nie oponowali. W bajki należy włożyć, że pomagali Niemcom. Powód jest jeden – Niemcy nami serdecznie gardzili i pomocy nigdy sobie nie życzyli. Czy mieszkańcy Jedwabnego mogli zachować się inaczej np. rzucając się na niemieckich oprawców? Oczywiście, że tak. Czy są znane przypadki takiej walki o sąsiadów z innych krajów Europy? Ja nie znam. Jak ja bym się zachował (warto stawiać sobie to pytanie)? Nie wiem. Czy byłbym bohaterem i narażając rodzinę walczył o sąsiada, który jakieś dwa lata wcześniej przeprowadzał wywózkę na Sybir innych sąsiadów? Nie wiem.
Jednego jestem jednak pewien, jako minister polskiego rządu nie mógłbym tego wszystkiego, co napisałem, ani powiedzieć, ani napisać. Dlatego, choć piszę prawdę, ministrem nie zostanę. Paradoksem i ironią tego faktu jest to, że wyjdzie to na dobre Polsce.

nita_zbigniewLipiec morderców. Zbigniew J. Nita

Nie, nie mam na myśli dawnego święta 22 Lipca i Manifestu PKWN (niezorientowani mogą zapytać wujka Googl-a co to było). Chodzi o panią minister edukacji. Czegoś tak kompromitującego wysokiego urzędnika państwowego nie pamiętam. Jej odpowiedzi na pytania dotyczące pogromów Żydów w Jedwabnem i Kielcach stawiają w wątpliwość sens istnienia całego ministerstwa. Fakt, Monika Olejnik nie należy do łatwych rozmówców, ale taka  już rola dziennikarza. O roli ministra, i do tego edukacji, wie się samo przez się.
Najwyraźniej jako naród mamy jeszcze sporo do zrobienia w kwestii własnej historii. Tym bardziej, że jest ona wykorzystywana jak kobieta lekkich obyczajów przez wszystkie ustroje i partie. Za „komuny” uczono nas, że biliśmy przede wszystkim Niemców. Za III Rzeczypospolitej głównie zwyciężaliśmy Rosjan. Dzisiaj lejemy w dupę UB i SB-ckich emerytów. W imię honoru i ojczyzny lepiej zapomnieć, że z powodzeniem mordowaliśmy Murzynów na Haiti, Hiszpanów w Saragossie, Ukraińców na Dzikich Polach, bolszewików w obozie jenieckim w Puławach i Żydów gdzie się tylko dało. Z tymi ostatnimi jest prawdziwy kłopot. Zmowa milczenia jaka przez lata panowała w tej kwestii została przerwana przez prof. T. Grossa i jego książkę „Sąsiedzi”, o pogromie w Jedwabnem. Potem był „Strach” o mordzie w Kielcach i „Złote żniwa” o bezczeszczeniu zbiorowych mogił w obozach koncentracyjnych. No i teraz Gross jest chyba najbardziej znienawidzonym historykiem w pewnych politycznych kręgach. Paradoks polega na tym, że był pierwszym, który napisał to o czym i tak większość historyków i archiwistów wiedziała. Tym, którzy nie wierzą w Grossa polecam mało znaną, a świetną książkę Mirosława Tryczyka pt.: „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” o wydarzeniach na Podlasiu w  lipcu 1941 roku.  Może kupi ją również za własne pieniądze pani minister?
Odnośnie naszego podwórka, to warto jeszcze przeczytać fascynujące wspomnienia o Kazimierzu zebrane przez Monikę Adamczyk-Garbowską w książce „Kazimierz vel Kuzmir. Miasteczko różnych snów” oraz „Tam był kiedyś mój dom… Księgi pamięci gmin żydowskich”. Po tych lekturach można będzie  bez problemu iść do każdej telewizji.

Udostępnij na:
Oceń ten artykuł

Prawy do Lewego to cotygodniowe "spotkanie" dwóch felietonistów Sławomira Kamińskiego i Zbigniewa Nity, autorów pozostających na różnych biegunach poglądów politycznych. Cykl Prawy do Lewego mamy nadzieję pobudzi naszych Czytelników do analizy różnych postaw i spojrzeń w poruszanych w portalu LPU24.pl, a już niebawem na antenie www.lpuradio.pl, tematach zarówno tych lokalnych, regionalnych jak i ogólnopolskich. Dla każdej tezy stawianej przez Prawego jest kontra przygotowana przez Lewego. Felietoniści PdL ustalili zasadę wymiany tekstów przed publikacją. W wyniku tego internetowego eksperymentu jesteście Państwo - nasi Czytelnicy świadkami powstania miejsca - platformy (cokolwiek by to nie oznaczało ;)) wymiany zdań i myśli. Zapraszamy do lektury w każdy piątek od rana. Prosimy także o wyrażanie swoich opinii.

Brak komentarzy

Napisz komentarz